Książka Ta druga Bohman

„Ta druga”, Therese Bohman – RECENZJA

Mocną stroną powieści Therese Bohman są wiarygodnie skreślone portrety kobiet. Muszę jednak przyznać, że po drugim spotkaniu z prozą szwedzkiej autorki mam nieco mieszane uczucia.

Fabuły „Tej drugiej” i „Utonęła” realizują ten sam zamysł. Młoda kobieta, jeszcze nieukształtowana emocjonalnie, spotyka starszego mężczyznę i nawiązuje z nim romans. Brzmi banalnie? Pachnie Harlekinem? Na szczęście w tym pozornie banalnym scenariuszu szybko pojawiają się pęknięcia, które za chwilę doprowadzają do zburzenia oklepanego schematu.

Pogoń za sensem

I tak w „Tej drugiej” na pierwszy plan wysuwają się kwestie psychologiczne. Natrafiamy na bohaterkę targaną niepewnościami, nielubiącą swojego życia i czekającą na zmianę, na którą w swoim mniemaniu zasługuje. Mimo surowej samooceny ma się za silną i niezależną kobietę, aczkolwiek uczucia wyzwolenia szuka niemal wyłącznie w potencjalnym romansie. Dziewczyna jest bardzo naiwna w poszukiwaniu drogi wiodącej ku dorosłości. Uderza jej niedojrzałość, bierność, pretensjonalność. Między jej postępowaniem a myślami przebiega rozpadlina: marzy o byciu pisarką, ale nie pisze, uważa, że zasługuje na lepszą pracę, ale jej nie szuka. Za to picie wina i czytanie Dostojewskiego to dla niej powód do cichego wywyższania się. Często odwołuje się do swojego pochodzenia, przywołując tym samym różnice klasowe, będące wyraźnie (czasami topornie) zarysowane w książce.

Jej historia jest tak naprawdę bardzo smutna. Od początku do końca, bo na ostatnich stronach Bohman przyszykowała dla niej dylemat, bez którego książka byłaby raczej mierna, a tak zyskuje bystrą puentę. Końcówka to zatem twarde lądowanie i pretekst do postawienia pytań natury etycznej. I akurat to mnie ujęło, bo kazało spojrzeć jeszcze raz na wszystkie przemyślenia pierwszoplanowej postaci i poddanie ich ponownej analizie.

Bohman o kobietach i dla kobiet

Bohaterki Bohman są życiowe i zwyczajne. To nie żadne femme fatalne, twarde wojowniczki ani seksowne kobiety sukcesu. Stawinie na pierwszym planie przeciętnych postaci, ułatwia odbiorcom identyfikowanie się z nimi. Można w nich odnaleźć kawałek siebie albo przypomnieć sobie o dylematach i dramatach własnych koleżanek. To takie z życia wzięte zmartwienia, wcale nie błahe przez to, że karmi je codzienność.

O ile mamy tu kobiety z krwi i kości, tak zupełnie inaczej naszkicowani są mężczyźni. Nie wchodzimy głębiej w ich świat, poznajemy go tylko powierzchownie. Kojarzą się z Kenami wyjętym z tasiemcowego serialu lub mało istotnymi figurkami na makiecie, którą tworzy pisarka. Podejrzewam, że Bohman robi tak w pełni świadomie, trochę z zemsty na męskiej literaturze, trochę w celu pogłębienia koncentracji na kobiecej perspektywie, a trochę dlatego, że nie potrzebuje ich optyki w swoich fabułach. A może po prostu nie chce wchodzić w buty, które jej nie pasują.

Lekkostrawne fusion

„Ta druga” to faktycznie literatura kobieca, nawet jeśli ambitniejsza i feminizująca, to ciągle dająca się zaszufladkować w ten sposób. To również proza gatunkowa, chociaż udowadniająca, że romans może mierzyć wyżej. Balansowanie na granicy sztampy i dobrej obyczajówki jest jednak ryzykowne. Czyta się dobrze, wniosków po lekturze nasuwa się całe mnóstwo, ale trzeba przełknąć porcję nieco pospolitej strawy. To trochę tak jakby zjeść hamburgera i mule w białym winie jednocześnie. Chyba spodziewałam się więcej po tej książce. „Utonęła” była świeższa, drgało w niej napięcie. Tutaj jest raczej płasko.

Bohman Therese, Ta druga, Pauza 2020, tłum. Justyna Czechowska

Przeczytaj również:

Brak komentarzy

Skomentuj